MOJE KRÓLESTO

MOJE KRÓLESTO
Mój sklep - moje królestwo

wtorek, 3 marca 2015

Czystek, młody jęczmień i nasiona chia specjalnie dla was :-)

Specjalnie na Was :-)
poszerzam ofertę na produkty prozdrowotne
Na pierwszy ogień  idzie CZYSTEK:

Czystek Cistus Incanus - krzew o niewielkich rozmiarach, rosnący na glebach bogatych w magnez w krajach Europy południowej.
Jedno z największych źródeł polifenoli, od wielu lat stosowany do zwalczania bakterii i grzybów.
Polifenole są to związki, które neutralizują wolne rodniki, w ten sposób zwiększając odporność organizmu.
Polifenole zawarte w czystku mają działanie antyoksydacyjne (skuteczne w leczeniu miażdżycy, choroby nowotworowej i stanów zapalnych), mają działanieprzeciwwirusowe - niszczą wirusy jelitowe, opryszczki, półpaśca, usuwają wolne rodniki i zapobiegają ich tworzeniu, działanie antybiotyczne szczególnie przy boreliozie; wspomagają w zwalczaniu grzybów Candida, wykazują działanie przeciwhistamiowe (zmniejszające reakcje alergiczne).
Działa również przeciw escherichia coli, zwalcza bakterie gram dodatnie i gram ujemne, gronkowiec złocisty oraz helicobacter.
Należy stosować przez minimum 4 tygodnie, po tym czasie możemy zaobserwować efekty.
 Zalać wrzątkiem 1 czubatą łyżeczkę proszku na filiżankę i zaparzać 8-10 minut.
Czystek charakteryzuje się wysoką zawartością polifenoli (podobno nawet większą niż czerwone wino) - silnych przeciwutleniaczy. Są to substancje, które mają właściwości antyoksy dacyjne, tzn. neutralizują, które mogą się przyczynić do powstania wielu chorób, w tym wolne rodniki tych nowotworowych. Ponadto polifenole hamują powstawanie i rozwój stanów zapalnych w organizmie, a także wzmacniają, dodają energii. Co więcej, ochraniają naczynia krwionośne i hamują utlenianie się "złego" cholesterolu LDL, zapobiegając tworzeniu się blaszek miażdżycowych. Polifenole wspierają także funkcjonowanie układu odpornościowego i walczą z drobnoustrojami i grzybami. Poza tym działają antyalergicznie, gdyż hamują uwalnianie histaminy.


Dalej młody jęczmień:

Młody jęczmień jest doskonałym źródłem witamin i składników mineralnych. Zawiera więcej witaminy C niż sok pomarańczowy oraz więcej beta-karotenu niż marchew. Ponadto zielony jęczmień to bogactwo egzogennych aminokwasów i błonnika pokarmowego. Wysoka zawartość błonnika sprawia, że młody jęczmień ma właściwości odchudzające.
Zielony jęczmień działa przeciwzapalnie, przeciwnowotworowo i przeciwwirusowo. Jest pomocny w leczeniu zmian skórnych, chorób sercowo-naczyniowych i cukrzycy. Jest stosowany jako środek wspomagający odchudzanie. 
Zielony jęczmień – właściwości prozdrowotne
Zielony jęczmień stanowi bogactwo witamin i składników mineralnych. Jest źródłem witamin z grupy B, antyoksydantów (witaminy C i E, beta-karotenu), żelaza, wapnia, magnezu i cynku. Oprócz tego zielone łodygi jęczmienia zawierają naturalne hormony i chlorofil. W porównaniu z innymi roślinami zielony jęczmień jest bogaty w niezbędne aminokwasy, a więc te, których nasz organizm nie potrafi sam wyprodukować.
Młody jęczmień ma więc silne właściwości przeciwutleniające, co warunkuje jego działanie przeciwzapalne, przeciwnowotworowe i przeciwwirusowe. Zielony jęczmień pomaga w leczeniu trądziku i owrzodzeń. Ponadto łagodzi bóle żołądka, bóle stawów i zmniejsza stany zapalne. Dodatkowo wysoka zawartość chlorofilu sprzyja odkwaszeniu organizmu, zapewniając równowagę kwasowo-zasadową organizmu.
Zielony jęczmień oprócz bogactwa witamin i składników mineralnych jest także źródłem rozpuszczalnego błonnika pokarmowego, który przyspiesza metabolizm tłuszczu w organizmie i obniża stężenie cholesterolu we krwi. Ponadto w zielonym jęczmieniu występują frakcje błonnika nierozpuszczalnego warunkujące korzystny wpływ na pracę układu pokarmowego i zmniejszające ryzyko nowotworu jelita grubego.
Dodatkowo zielony jęczmień może być pomocny w prewencji i leczeniu cukrzycy, chorób, serca, nadciśnienia tętniczego, hipercholesterolemii, bezsenności czy nadwagi i otyłości.

I dalej CHIA SZAŁWIA HISZPAŃSKA. 

Nasiona chia zawierają 20% białka, 34% tłuszczu (kwasy tłuszczowe omega-3) i 25% błonnika. Poza tym znajdziemy w nich przeciwutleniacze, które walczą z wolnymi rodnikami, odpowiedzialnymi za starzenie się skóry, infekcje, zapalenie w organizmie i choroby.
Olej z nasion chia zawiera bardzo wysokie stężenie kwasów tłuszczowych omega-3 (ok. 64%). Kwasy omega-3 korzystnie wpływają na nasz profil lipidowy, obniżając stężenie trójglicerydów, a podwyższając stężenie "dobrego" cholesterolu (HDL). Omega-3 mogą także obniżać ryzyko zawału serca, gdyż wbudowują się w błony komórkowe i w ten sposób zmieniają funkcjonowanie płytek krwi.
Błonnik, zawarty w chia, poprawia metabolizm, zmniejsza uczucie głodu, obniża ciśnienie tętnicze krwi i ogranicza wchłanianie cholesterolu.
Chia mają zdolność zatrzymywania i wchłaniania wody. Są w stanie magazynować dziesięciokrotność swojej wagi, co umożliwia doskonałe nawodnienie organizmu.
Szałwia polecana jest osobom z cukrzycą, dlatego, że po spożyciu chia w żołądku tworzy się żel (podobnie jak z siemienia lnianego), który stanowi barierę dla enzymów tworzących węglowodany. Spowalnia to przemianę węglowodanów złożonych w proste. Osobom chorującym na  cukrzycę zapewnia stałe i równomierne dostarczanie glukozy. Ten proces pomaga też w odchudzaniu.
Chia poprawia funkcjonowanie mózgu, koncentrację i szybkość kojarzenia.

 Wszystko to dostępne w moim sklepie 

sobota, 8 listopada 2014

Czym jest yerba mate?

z Ameryki Południowej, gdzie jest bardziej popularna niż u nas herbata czy kawa. Yerba mate pochodzi Coraz więcej mówi się o niej również mate są chociażby polscy dziennikarze, podróżnicy i pisarze: Beata Pawlikowska i Wojciech Cejrowski.

A zatem – czym jest yerba mate?

Niestrudzonymi propagatorami picia yerba zachodnich, choć mało kto zna ją lepiej niż ze słyszenia.
Yerba mate to liście ostrokrzewu paragwajskiego, tradycyjnie zaparzane i pite wszędzie tam, gdzie wXVII wieku mieszkało plemię Guaran – czyli na terenie dzisiejszej Argentyny, wschodniego Paragwaju, Urugwaju i południowej Brazylii. Słowo yerba to zniekształcone łacińskie herba (zioło), amate to indiańskie słowo na tykwę, z której tworzy się naczynie do picia. Ostrokrzew paragwajski (Ilexparaguariensis) to wiecznie zielona roślina,
osiągająca nawet 13metrówwysokości – krzewy przycina się co roku, żeby
nie urosły zbyt wysokie i nie utrudniały zbierania liści, z których wytwarza się
yerba mate. Zbiory polegają na ścinaniu całych gałęzi, które następnie suszy się w bębnowych suszarkach w kilku fazach, nie dłużej niż 24 godziny.
Później liście i drobne gałązki odcina się od gałęzi i tnie na małe kawałki lub mieli na pył. Potem yerba mate – tak jak wino – musi leżakować, czasem nawet dłużej niż 20 miesięcy. Dopiero wtedy pakuje się ją i sprzedaje. W Ameryce Południowej mate pije się tak, jak u nas herbatę lub kawę
cały czas. Popularność napoju sięga aż XVII wieku, kiedy przekonali się do niego jezuiccy misjonarze. Odkryli oni, że ulubionym i skutecznym sposobem na pokonanie zmęczenia, stosowanym przez miejscowych, jest żucie świeżych liści ostrokrzewu, które działały pobudzająco i orzeźwiająco. Z początku byli nieufni, ale wkrótce docenili te właściwości i zaczęli wykorzystywać liście do przygotowywania naparu. Nie tylko działał pobudzająco, ale stanowił też doskonałą alternatywę dla nadużywanej przez Indian wody ognistej oraz zapobiegał największemu problemowi ówczesnej floty – szkorbutowi. Misjonarze propagowali yerba mate również w Europie jako alternatywę dla sprowadzanej z Azji herbaty (oba napoje były wówczas stosowane w celach leczniczych). Było to zdecydowanie udane posunięcie, bo założone przez nich plantacje stały się jednym z filarów utrzymania zakonu, aż do jego rozpadu w drugiej połowie XVIII wieku. Pierwszy kontakt z yerba mate jest zwykle nieco zniechęcający. Mało
kto od pierwszego łyku zapała uwielbieniem do tego gorzkawego napoju, smakiem przypominającego mocniejsze odmiany zielonej herbaty, z lekkim posmakiem nikotyny. Tak jak w wypadku kawy i herbaty, znalezienie
ulubionej odmiany i najlepszej kombinacji dodatków zabiera trochę czasu. Niemniej yerba mate jest tego warta. Właściwie przyrządzona smakuje przepysznie i działa łagodnie pobudzająco (jak kawa). W różnych źródłach można znaleźć rozmaite informacje na temat zawartości kofeiny w yerba mate. Nie porozumienie wynika między innymi z różnic między zawartością kofeiny w świeżych liściach a gotowym produkcie. Młode liście zawierają znacznie więcej kofeiny niż starsze (podobnie jest w wypadku liści herbacianych), a w procesie suszenia ilość kofeiny spada jeszcze bardziej. Niemniej jednak zawartość substancji stymulujących należących do ksantenów (między innymi kofeiny) jest pewna, tak samo jak pobudzające, orzeźwiające i rozluźniające działanie
napoju. Likwiduje zmęczenie, reguluje ciśnienie oraz pracę układu
trawiennego, koi skołatane nerwy i obniża cholesterol. Godne wspomnienia jest także, że hamuje łaknienie, dzięki czemu może wspomagać odchudzanie.

Yerba mate tradycyjnie przygotowuje się w specjalnych pojemnikach nazywanych mate lub matera. Zalewa się ją wodą o temperaturze 60–80°C i pije przez bombillę – metalową rurkę zakończoną sitkiem. Bombilla jest niezbędna, bo liście yerba mate, w przeciwieństwie do liści herbacianych, nie opadają na dno. Rurka i filtr ułatwiają picie naparu. Yerba mate można zaparzać wielokrotnie, dolewając po trochu gorącej wody, aż napar straci smak.
W upalne dni yerba mate zaparza się zimną wodą – powinna być wręcz lodowata, z dodatkiem kostek lodu. Taki napój nazywa się tereré. Rosjanie osiedlający się na początku XX wieku w Ameryce Południowej wymyślili mate russo, yerba mate zaparzaną zimny sokiem owocowym. Jest też bardziej pożywna wersja naparu zaparzana gorącym mlekiem – mate de leche.
Paragwajczycy bardzo często parzą mate z rozmaitymi dodatkami – dla wzbogacenia smaku, ze względu na osobiste upodobania – albo traktują mate jako podstawę do mieszanek zdrowotnych (tak samo jak w Europie na przeziębienie pije sięherbatę z sokiem malinowym). jako dodatki stosuje się przede wszystkim cukier, miętę, trawę cytrynową, anyżek i rumianek. Najważniejszym dodatkiem są jednak przyjaciele: yerba mate to napój towarzyski – należy pić ją z innymi. Jeśli jednak okoliczności nie pozwalają na spotkanie z przyjaciółmi, zawsze pozostaje do towarzystwa niestrudzony Święty Tomasz, któremu tradycyjnie poświęca się pierwszy łyk napoju.
Informację zaczerpnięte z fantastycznego magazynu "Filiżanka smaków"

środa, 5 listopada 2014

Kawa - kofeina co to właściwie jest ta kofeina?

Kawą, herbatą czy czekoladą potrafimy się delektować, ale i sięgamy po nie jak po lekarstwo dobre na całe zło świata. Co sprawia, że te napoje są takim panaceum na wszystko? Po prostu jest kofeina...

Co to takiego – ta kofeina?
Najprościej mówiąc, kofeina (coffeinum) to biała, gorzka i bezzapachowa substancja, która łatwo się rozpuszcza w wodzie. Jest alkaloidem purynowym znajdującym się w ponad sześćdziesięciu surowcach roślinnych, głównie w liściach, nasionach i owocach herbaty, kawy, kakao, drzew kola, ale może być również uzyskiwana syntetycznie. Znana jest też jako teina (w herbacie), guaranina (w guaranie) czy mateina (wyerbamate). W herbacie zwiększa rześkość jej smaku, ale tylko w mieszankach wysokiej jakości i nie nadmiernie aromatyzowanych, w przeciwnym razie nadaje posmaku goryczy. Ponieważ jest ona ostra,wykorzystuje się ją w szkoleniach zawodowych degustatorów – stanowi jeden z wzorców goryczy. Ten ożywczy alkaloid został odkryty przez nowożytnych naukowców dopierow1820 roku, kiedy zapanowała w Europie moda na kawę i badacze zaczęli dociekać przyczyn jej popularności. Wówczas niemiecki chemik Friedlieb Ferdinand Runge wyodrębnił z ziaren kawy narkotyk nazwany kofeiną, czyli „czymś, co znajduje się w kawie”.W1838 roku chemicy zauważyli, że w herbacie występuje dokładnie ta sama substancja aktywna co w kawie, a przed końcem XIX wieku wykryto ją również w kakao i orzeszkach kola. Fakt, że zarówno kawa, jak i herbata przyjęły się w Europie w czasie rewolucji przemysłowej, nie jest przypadkiem. Używana do parzenia kawy lub herbaty gotowana woda znacznie zmniejszyła liczbę zachorowalność wśród robotników fabryk, z kolei sama kofeina wpływała na wydajność pracy przy maszynach. Nic więc dziwnego, że można usłyszeć opinię, jakoby kofeina umożliwiła istnienie współczesnego świata – a przecież już w VI wieku p.n.e. przywódca duchowy taoizmu, Laozi, zalecał herbatę jako eliksir swoim wyznawcom...Nie taki diabeł strasznyMitem jest to, że kofeina nie ma żadnych korzystnych właściwości,przecież –podobnie jak inne narkotyki –wywiera duży wpływ na funkcje umysłowe i fizyczne. Należy jednak wziąć pod uwagę, że to, co dla jednych jest zaletą kofeiny, dla innych – jej wadą. Powszechnie wiadomo, że już nieduża dawka kofeiny obniża napięcie mięśni, odpręża, poprawia
samopoczucie i nastrój. Z badań wynika, że pobudza ona ośrodkowy układ nerwowy, czego efektem jest większe skupienie uwagi i wydłużenie czasu koncentracji, wzmożona zdolność rozumienia i szybkość reakcji, zwiększona wydajność pracy. Poprawia ona
zatem pamięć i zdolność logicznego myślenia. Kofeina blokuje usypiające działanie adenozyny – obecnego w organizmie związku chemicznego działającego jak pigułka nasenna. Dlatego też już jedna filiżanka kaw czy herbaty tak stymuluje układ krążenia, że często jest zalecana jako środek zwalczający zmęczenie i uczucie senności. Mogą więc po nią sięgać kierowcy udający się w długą podróż i osoby intensywnie pracujące przez wiele godzin zarówno za biurkiem, jak i przy taśmie produkcyjnej. Spożycie kawy zwiększa
również wydzielanie niektórych hormonów. W składzie wielu napojów zawierających kofeinę –w tym przede wszystkim kawy, ale również herbaty i czekolady – istnieją antyoksydanty, którym przypisuje się działanie zapobiegające chorobie niedokrwiennej serca i nowotworom. Niektórzy badacze sugerują nawet, że kofeina może być przydatna wleczeniu alergii, ponieważ zmniejsza stężenie histaminy – substancji biorącej udział w reakcjach alergicznych co jednak należy potwierdzić kolejnymi, niezbędnymi badaniami. Mimo to od dawna wiadomo, że u niektórych chorych kofeina może zmniejszać nasilenie
objawów astmatycznych. Jest też środkiem moczopędnym, ale jej spożycie, nawet nadmierne, nie prowadzi do odwodnienia organizmu. Zwiększa również ciśnienie krwi, choć jej działanie jest tymczasowe. Wiele badań dowodzi, że kofeina może nieść ulgę w bólu i zwalcza migrenę. Spore kontrowersje wzbudza natomiast wpływ kofeiny na zwiększanie ryzyka osteoporozy – częstej (zwłaszcza u kobiet) choroby kości, chociaż nieduża dawka kofeiny nie zmienia ani ilości wapnia w organizmie, ani gęstości kości, a przy tym redukuje ryzyko wielu groźnych chorób i jest zalecana szczególnie kobietom. Przede wszystkim zmniejsza odczyny zapalne w organizmie, obniża ryzyko cukrzycy typu II i otyłości. Można więc uznać kawę za sojusznika w walce ze zbędnymi kilogramami – kobiety stosujące diety odchudzające chwalą kawę za wspomaganie czynności jelit i
zapobieganie zaparciom. Kofeina jest także wykorzystywana do produkcji leków.
Badacze twierdzą, że alkaloid ten nie jest niebezpieczny, jeżeli spożywa się go w umiarkowanych ilościach, to jest do 300 mg dziennie, czyli do 3-4 filiżanek kawy albo 6-8 puszek napojów gazowanych, które go zawierają. Zaczyna działać, czyli osiąga najwyższy poziom stężenia we krwi, nie wcześniej niż po 30 minutach i nie później niż po godzinie, a jego wpływ na organizm utrzymuje się od 2 do 4 godzin.
Istnieje oczywiście ryzyko nadużycia kofeiny, ale występuje ono dopiero po spożyciu 750mg tej substancji, czyli po wypiciu prawie dziesięciu filiżanek kawy! U osób regularnie spożywających duże dawki kofeiny pojawia się tolerancja na większość efektów jej działania (ale nie na wszystkie, na przykład ciągle może występować bezsenność po zażyciu wieczorem). Można oczywiście przyzwyczaić się do picia kawy, ale wówczas przywiązujemy się raczej do związanego z tym rytuału, a nie do samej kofeiny.
Dlatego jeśli nagle przestaniemy pić kawę, możemy poczuć się nieswojo, ale wrażenie to powinno minąć już po kilku dniach.
Zawartość kofeinyKofeina to główny oskarżony w mitach na temat szkodliwości kawy. Tymczasem zapomina się o tym, że występuje ona w wielu innych napojach powszechnie uważanych za nieszkodliwe, na przykład w napojach energetyzujących. Jedna filiżanka kawy zawiera 75–200 mg kofeiny (w filiżance kawy rozpuszczalnej o pojemności 190ml – 75mg, kawy
parzonej – 85 mg), jedna filiżanka czarnej herbaty – 50-60mg kofeiny, podczas gdy herbata zielona ma tej substancji 13,5 mg w 100 ml, czekolada 5,5–35,5mg w tabliczce 50 g, a w 100 ml pepsi znajdziemy 11,4mg tego najpopularniejszego narkotyku (www.izz.waw.pl). Ciemna czekolada zawiera trzy razy więcej kofeiny niż czekolada mleczna, ale aby uzyskać dawkę porównywalną do jednej dużej kawy, trzeba zjeść jej aż
około ćwierć kilograma. Kofeina dostępna jest także jako lek w formie kapsułek i tabletek, zazwyczaj w dawkach po 200mg.
Tekst na podstawie artykułu z magazynu Filiżanka Smaków

czwartek, 31 stycznia 2013

przyprawy w dzisiejszych czasach

mieszkańcy Zachodu jeszcze nigdy nie brali tyle z kuchni świata, co dzisiaj.Przyprawy nadal przywodzą na myśl mieszkańcom Zachodu, szukającym nowych smaków, odległe, egzotyczne kraje. W dzisiejszym czasie nie jest to trudne, dzięki łatwości przemieszczania się, łatwo dostępnym wakacjom w Azji, Afryce i na Antylach. Szczypta przypraw ubarwia nasze potrawy i skłania do poszukiwania nowych smaków, nawet jeśli nasze podniebienia klimatu umiarkowanego nie w pełni mogą zaakceptować pikantne smaki. Jednocześnie przyprawy jednogłośnie wskazują na pochodzenie potraw, kto może wyobrazić sobie gulasz bez papryki, a risotto i paella bez szafranu? Szafran jako przyprawa został odkryty przypadkowo. Początkowo stosowano go jako pigment, w okresie Odrodzenia porcja szafranu przeznaczona do malowania fresków w kościele, przypadkowo wpadła do garnka, w którym gotowano posiłek dla murarzy i w ten sposób powstało znane do dzisiaj risotto.
Kraje półwyspu bałkańskiego zachowały do dzisiaj, pod wpływem Orientu upodobanie do pikantnych potraw. Papryka z solą i pieprzem stale jest pod ręką.
Na Węgrzech papryka, nazywana tam ”tureckim pieprzem” jest nieodzownym składnikiem potraw narodowych: gulaszu, porkoltu, tokany oraz paprykarzu. 
Anglicy skolonizowali Indie, ale to Indie skolonizowali Anglików od kuchni. W Anglii panuję duże zamiłowanie do potraw słodko-słonych, czego doskonałym przykładem jest słynny udziec barani w sosie miętowym, wraz z namiętnością do curry, czego przykładem jest chutney. Ta kwaśno-słona potrawa to połączenie owoców lub warzyw usmażonej w occie korzenno-ziołowym i posłodzonej nieoczyszczonym brunatnym cukrem.
Ta sama grupa to słynny ketchup, zainspirowany słodkimi przyprawami z warzywami z Dalekiego Wschodu. Wersja sklepowa to baza pomidorowa, lekko doprawiona ostrą papryką, imbirem, pieprzem i kwiatem muszkatołowca, (wyśmienity – sam podczas pobytu w Szkocji próbowałem). Do swoich ciast Brytyjczycy dodają wiele aromatów. Tradycyjna mieszanka przypraw obejmuję kolendrę, cynamon, ostrą paprykę z Jamajki, goździki, gałkę muszkatołową oraz mielony imbir. Ginger bread - czyli chleb imbirowy, to odmiana naszego piernika i to obowiązkowy podczas popołudniowej herbatki. 
Za oceanem również lubują się w korzennych słodyczach, co odziedziczyli po Brytyjczykach. Do wypieków często dodają cynamon, będący również składnikiem najsłynniejszego Amerykańskiego wymysłu czyli coca-coli. W 2003r Coca-Cola wprowadziła nową formułę waniliową. Wprowadzając do napoju wanilię z Madagaskaru a nie chemicznego komponentu, podniosłe ceny wanilii na światowych rynkach, skoro koncern wykupił 10% światowej produkcji. 
Meksyk dumny ze swojego azteckiego pochodzenia, jako jedyny kraj na świecie zachował zwyczaj stosowania gorzkiego kakao jako przyprawa do słonych potraw, mole poblano to kurczak polany gęstym sosem z czerwonych lub zielonych pomidorów przyprawionych kakao, korzeniami, suszonymi owocami i papryką (w zależności od upodobań ostrą lub łagodną). 
Kuchnia antylska jest nieprawdopodobnie pikantna. Natomiast jedyną ostrą przyprawą pochodzącą z tego regionu to papryka z Jamajki, nazywana też " jamajskim pieprzem", "pieprzem korzennym" lub " wszystkimi korzeniami". Tamtejsza kuchnia wypracowana jest głównie przez dawnych niewolników z Afryki.

sobota, 26 stycznia 2013

przyprawy i aromaty Średniowiecza

Wyprawy krzyżowe spotęgowały w Europie "szaleństwo przyprawowe", które potępił papież Innocenty III, jednak daremnie. Początkowo przyprawy dodawano do potraw, aby ułatwić trawienie "ciężkich" potraw, jednak większą popularność zdobyły dzięki swoim aromatom. Służą one nie tylko do aromatyzowanie potraw lecz również leczą. Czarny pieprz z mięta i sokiem cytrynowym przyjmuję się na bóle żołądka, cynamon z miodem przeciwko grypie.
Ciężka i mdła ówczesna kuchnia potrzebuje przypraw i aromatów. A wraz z wynalezieniem druku, przepisy z różnych kultur zaczynają "wędrować" po całym świecie, głównie za sprawą kupców. 
Najsłynniejsza starożytna książka kucharska "De re coquinaria libri decem" Apiciusa została po raz pierwszy wydrukowana w 1498r w Średniowiecznej stolicy wydawniczej - Wenecji.
Charakterystyczne sosy średniowiecznego świata nie zawierały masła ani tłuszczu, lecz białą słodką bułkę, żółtko, zmielone migdały, orzechy oraz oczywiście przyprawy. Cechują się wyrazistym, pikantnym oraz winnym smakiem. Kwaśne sosy sporządza się dodając ocet, sok z cytrusów lub sokiem z niedojrzałych winogron, zabarwia się go szafranem, dodając cynamon, imbir, gałkę muszkatołową.
Savor to nazwa sosu we Włoszech, stosowany do mięs i ryb pieczonych lub gotowanych w skoncentrowanym bulionie. "Czarny sos" to sos na bazie czarnego pieprzu i mączki z grochu, do tego dodawano krew z dziczyzny oraz cukier.
W tej epoce potrawy oraz wino jak i piwo przyprawiano korzeniami. Bardzo często wina słodzono miodem i aromatyzowano goździkami, cynamonem oraz rozmarynem.
Jak widać już wtedy cynamon zajmował poczesne miejsce w kuchni. Jego słodkawy smak harmonijnie komponuje się z wywarem z mięs i solą.
Pieprz osiąga tak zawrotną cenę, że dla wielu jest niedostępny aż do końca Średniowiecza. Zastępuję się go często czarnuszką, musztardą lub pieprzem hiszpańskim. Do tych przypraw biedaków dołącza w XV wieku pochodzący z Gwinei pieprz "maniguette", w którym Francja "zakochała się" z uwagi na niską cenę i nazwę "rajskie ziarno".
W starożytnym Rzymie przyprawy sprzedawane były wyłącznie w seplasarii, sklepach perfumeryjno -aptecznych. Średniowiecznie sprzedawcy przypraw zwani speziali lub po włosku aromatari są na równi z aptekarzami i cieszą się ogromnym szacunkiem. Sklepikarze i aptekarze zaopatrują się na dużych targach, trwających nieraz nawet kilka tygodni. Na ogromnych rynkach zbierają się kupcy z całej Europy. Genueńczycy i Wenecjanie sprzedają przyprawy i kupują flamandzkie sukna. Ogrom przypraw przetransportowanych z magazynów portowych na targ Rialto w Wenecji w XV wieku to około pięć tysięcy ton z czego połowę stanowi pieprz i imbir.    
 

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Przyprawy od najdawniejszych czasów

Najstarsze wzmianki o aromatycznych roślinach pochodzą z zielnika chińskiego cesarza Chen-Nonga, zapiski liczą sobie ponad pięć tyś. lat. Od VII w.p.n.e. Chiny były miejscem anyżu, cynamonu, kurkumy, imbiru, goździków, pieprzu i szafranu.
W czasach dynastii Han (200 lat p.n.e.) dworzanie żuli goździki na odświeżenie oddechu, tuz przed chwilą gdy mieli stanąć przed cesarzem.
Indie również jak Chiny jest główną kolebka przypraw, kurkuma jest tam bardzo ceniona za swoje właściwość barwiące i przypisuję się jej magiczną moc, podobnie jak szafranowi. Mieszkańcy tych ziem, którzy jako pierwsi stworzyli mieszanki przypraw czyli curry, są jednymi z pierwszych na świecie spożywających kardamon, goździki, imbir, pieprz, gałkę muszkatołową, pochodzącą z najdalej wysuniętych na wschód wysp archipelagu indonezyjskiego.
W Egipcie przyprawy stosowane do celów kulinarnych lub terapeutycznych są miejscowe np. kardamon, fenkuł, kumin oraz mak - to rosnące w Egipcie. Od najdawniejszych czasów wiedza że mak ma właściwości przeciwbólowe. Kozieradka namoczona i roztarta na papkę służy jako lek przeciwgorączkowy oraz przeciw bólom żołądka. Według zapisków na papirusach datujących się z 2800r p.n.e. żywność jest przyprawiona solą, miodem, i jadalnymi żywicami oraz aromatyzowana przyprawami - miętą oraz oregano.
Egipcjanie cześć przypraw muszą sprowadzać, ponieważ brak ich w dolinie Nilu, sprowadzają np. cynamon do wytwarzania perfum oraz balsamowania zwłok faraonów. Balsamiści barwią bandaże szafranem, a wnętrze ciał wypełniają drogocennymi maściami oraz aromatycznymi przyprawami. Z ciekawostek: ciało Ramzesa II zmumifikowane około 1235r p.n.e. zawiera mieszankę kuminu, płatków lotosu i rumianku, twarz wypełniona jest pieprzem.
W starożytnej Grecji napawali się kuminem, sezamem, szafranem, kolendrą oraz koprem - rosnącymi na ich ziemiach. Grecy uwielbiają się perfumować wonnościami na bazie kolendry, kozieradki oraz kopru. Wina aromatyzują kolendrą, imbirem lub cynamonem, (nota bene muszą być fantastyczne, może gdzieś znajdę przepis na taki aromatyczny trunek - to opublikuję go) co podobno czyniło je mocniej i szybciej uderzającymi do głowy. Chleb aromatyzowali anyżem i makiem (to ma miejsce u nas do dzisiaj, tylko chleb nie ten - sama chemia a tyci chleba). Grecy również uwielbiają "melitales", chleb z miodem i owocami - pierwowzór naszego piernika.
W V w. p.n.e. używano na co dzień licznych przypraw sezamu, kolendry, kopru, gorczycy, musztardy, kopru, anyżu, chrzanu, maku, pieprzu, kuminu, imbiru. 
W Rzymie natomiast raz na dziewięć dni odbywał się targ przypraw importowanych z Arabii, Orientu oraz Chin. Ten dzień, wolny od pracy był poświęcony rodzinie. W Rzymie jednym  z najkosztowniejszych przypraw był pieprz w różnych postaciach: czarny, biały, podłużny, składowany w specjalnych magazynach. był traktowany na równi z szlachetnymi metalami.
Arabowie stosują do przyprawiania potraw czerwony pieprz, goździki, szafran, oraz papryka ostra - przyprawy łatwe do transportu karawaną. Cukier sprowadzają z Indii, który stosują do nasączania cukierków przyrządzane na bazie migdałów. Piernik, na który przepis przywożą z Chin, na bazie mąki pszennej, miodu oraz aromatycznych roślin - piernik ten jest podobny do tego który znamy obecnie, wypiekają go w piecu. Z Chin przywożą również darchini lub chińskie drewno - u nas znany jako cynamon.
Europejczycy nauczyli się od Arabów stosowanie gałki muszkatołowej.  

sobota, 29 grudnia 2012

Kawa - zdrowa czy nie?

Kawa jest jednym z najpopularniejszych napojów na świecie (stanowi aż 75% napojów bezalkoholowych spożywanych regularnie) A w Polsce, od kilku lat obserwujemy wzrost spożycia kawy. Według raportu ICO (International Coffee Organisation, Polska jest postrzegana jako jeden z najbardziej obiecujących rynków spożycia kawy w UE. Kawa to oprócz najpopularniejszego napoju spożywanego o każdej porze dnia i nocy (oraz przy różnych okazjach) to także duże źródło przeciwutleniaczy.Pijąc codziennie kilka filiżanek kawy, dostarczamy 200-900mg kwasów chlorogenowych. To zdecydowanie więcej niż przeciętne dzienne spożycie witamin o właściwościach przeciwutleniających (D,E,A). Pod tym względem góruje wśród napojów, wyprzedzając min. kakao, herbatę białą, czarną, zieloną, soki owocowe, piwo oraz czerwone wino. Najnowsze badania dowodzą, że polifenole chronią komórki nerwowe, dzięki czemu mogą zapobiegać min. chorobie Parkinsona oraz Alzheimera. Kwas chlorogenowy wykazuję dodatkowo działanie moczopędne i przeciwbakteryjne, co przeciwdziała kamicy nerkowej. Dodatkowo stwierdzono, że u osob regularnie pijące kawę spada ryzyko zachorowania na kamicę żółciową nawet o 50% w porównaniu z osobami nie pijącymi kawy.
Kofeina została odkryta po raz pierwszy w 1820 r. przez niemieckiego chemika Friedlieb Ferdinand Runge - udaje się mu po raz pierwszy wyizolować tę substancję z kawy. Od tego czasu kofeina staję się synonimem kawy. Miliony ludzi rano piję kawy właśnie dla kofeiny. Działanie tego pożądanego związku zależy w dużym stopniu od przemiany materii. Działanie jej jest odczuwalne dla nas po około 15-30 min. i działa na nas do około godziny.Dodanie mleka spowalnia rozkład kofeiny do 3-4 godzin. Niektórzy piją filiżankę kawy przed snem (w tym ja :-) i pomaga ona w zaśnięciu. To jest paradoks, ale rzeczywiście  kofeina pomaga w zasypianiu. Tuż po spożyciu, zanim kofeina zacznie działać, występuje tak zwana faza znużenia, którą możemy odczuwać dużo silniej niż następującą po niej fazę ożywienia pod wpływem kofeiny. Kofeina pobudza partię mózgu odpowiedzialną za sen - tzw. ośrodek snu i czuwania.
Uważa się, że kofeina spożywana w rozsądnych ilościach (3-5 filiżanek dziennie), nie tylko nie szkodzi, ale pobudza nasz organizm w bezpieczny i naturalny sposób. Kofeina wzmaga ukrwienie w kresomózgowiu i tym samym zwiększa spostrzegawczość, koncentrację, wydajność nauki oraz refleks. "Rozsądne" spożywanie kofeiny poprawia wydolność serca poprzez pobudzanie mięśni w tym serca. Przyspiesza przemianę materii, dobrze wpływa na ukrwienie skóry, poprawia nastrój, reguluje trawienie, łagodzi migrenę, stymuluje oddychanie. Oczywiście wpływ kofeiny na ludzki organizm jest sprawą indywidualną i na każdego może oddziaływać inaczej.
Osoby cierpiące na nadciśnienie nie powinny obawiać się podwyższenia ciśnienia dodatkowo po wypiciu kawy. Pijąc ja regularnie i w małych ilościach (max 3 filiżanki), kawa nie podnosi ciśnienia - organizm jest do niej przyzwyczajony. Inaczej jest gdy osoby takie spożywają kawę sporadycznie - w takim przypadku kofeina spowoduje podwyższenie ciśnienie krwi.
Kobiety w ciąży oraz karmiące powinny ograniczyć kawę do maksymalnie 2 filiżanek dziennie. Badania wykazały że nieprzekraczanie zalecanej dawki 300mg na dzień ( 2 filiżanki) nie ma ujemnego wpływu na rozwój płodu, a w czasie karmienia nie przechodzi do mleka matki, lub jedynie w śladowych ilościach, niezauważalnym dla noworodka.
O dobroczynnym wpływie kawy na procesy trawienia wiedziano już od dawna. Zawdzięczamy to zawartemu w niej błonnikowi.
Błonnik to nietrawione przez człowieka części produktów pochodzenia roślinnego. Pęcznieją one w naszych jelitach i powodują uczucie sytości, dzięki czemu hamują apetyt. Naukowcy dowiedli, że kawa bezkofeinowa zawiera znacznie mniej błonnika. Parzenie tradycyjne kawy, (z fusami - moje ulubione - taką kiedyś się piło i chyba dla mnie taka najlepiej smakuje), daje napar o teoretycznie największej zawartości błonnika i powszechnie znany jest jego wpływ na procesy trawienne. Pobudzanie tych procesów zawdzięczamy również kwasom fenolowym zawartym w kawie, przede wszystkim kwasom chlorogenowego. Dodatkowo kwas ten pomaga chronić zęby przed próchnicą.